środa, 8 października 2014

Chapter IV

Hejka!
Z tej strony Black Lady. Witam Was bardzo serdecznie i na wstępie ogromnie przepraszam, że musieliście tak długo oczekiwać na nowy rozdział. Mam nadzieję, że "Chapter IV" zrekompensuje ten czas.
Dlaczego tak długo nie pisałyśmy? Cóż powiem za siebie, straciłam wszelką motywację na dodawanie rozdziałów, chociaż mamy ich napisane z co najmniej 100.
Co stało się przyczyną mej rezygnacji? Nikła odpowiedź z waszej strony. Uwielbiam pisać, ale umieszczanie na internecie ma sens tylko wówczas, gdy mam świadomość, że nie zamieszczam rozdziałów dla siebie, równie dobrze mogłabym trzymać je w szufladzie. Pozostawianie przez Was [drodzy czytelnicy] komentarzy utwierdza mnie w świadomości, że nie publikuje twórczości sama dla siebie. Dlatego też, gdy dostrzegłam komentarze postanowiłam zaktualizować bloga o nowy wpis.
Buźka :)
***


- Dlaczego tak potraktowałeś Kakashiego? - Zapytała rozgoryczona.
- Kakashiego? Czyli nie mówisz już do niego per "sensei"?
- Nie! - Nadymała policzki. - Stwierdził, że również wiele go nauczyłam.
- Tak? Ciekawe czego.
- Ciebie i Sasuke tez nauczyłam... - Wytknęła Itachiemu, że dzięki jej interwencji nauczyli się sobie wzajemnie ufać, powierzać sekrety, dążyć do wspólnych celów, a przede wszystkim wybaczać i wspierać.
- Nie rozmawiamy teraz o nas, tylko o Hatake. Słucham, czego go nauczyłaś?
- Trudnej sztuki miłości. - Odparła dumnie unosząc głowę.
- Przecież go rozniosę! Jesteś małą dziewczynką!
- Ta mała dziewczynka  wstąpiła w szeregi Akatsuki, zarekwirowała pierścień Orochimaru i nie dopuściła do bratobójczej walki! Nie jestem taka mała, sama mogę o sobie decydować!
- Yhm... - Pokiwał głową ironicznie się uśmiechając. - Gdy uzyskasz pełnoletność.
- Od lat sama o siebie dbam.
- Teraz to się zmieni.
- Jestem wystarczająco dojrzała emocjonalnie.
- I dlatego pozwalasz o wiele starszemu mężczyźnie spać ze sobą i to w dodatku nago?
- Owszem, mężczyźni w moim wieku są strasznymi dzieciakami.
- To poszukaj o rok albo dwa lata starszego.
- Aha! Czyli dopuszczasz do świadomości możliwość, że jednak ja i jakiś chłopak...
- NIE! Chyba, że po ukończeniu pełnoletności.
- Nie traktuj mnie jak ojciec.
- Wyznaczył mnie na twego prawnego opiekuna, poza tym jestem twym starszym bratem.
- Co nie oznacza, że masz traktować mnie jak małe dziecko! Może jeszcze zaczniesz wypytywać czy się załatwiłam?
- A właśnie... Załatwiłaś się? Ostatnio miałaś problemy z wypróżnieniem.
- Doprawdy... jeszcze chwila, a ciebie uduszę! >.<"

*

Mitsuko rozdrażniona nie mogła zasnąć, chociaż bardzo tego potrzebowała i miała nadzieje, na krótką sjestę. Gdy minęła kolejna godzina uznała, że lepiej pójść na spacer.
Tak też zrobiła.
Wyszykowała się. Umalowała. Odpowiednio ubrała i wyszła, aby pooddychać świeżym powietrzem. Miała nad czym rozmyślać. Nie spodziewała się, że Kakashi ma do niej słabość... a fakt, że wyznał jej miłość był niespodziewany niczym grom z jasnego nieba w bezchmurny słoneczny dzień. Zaproponowała aby został na noc i chociaż spali nago, wklejeni w swe ciała, to nie żałowała decyzji. Mężczyzna emanował miłym mentalnym ciepłem, a i jego ciało było gorące. Pieścił zmysły i rozgrzewał skostniałe ciało dziewczyny. Później wtargnął Itachi i wszystko zepsuł. Miała nadzieje, że pomimo nadopiekuńczej natury brata, Hatake nie poczuł się urażony i jeszcze kiedyś się spotkają... Chociaż gdyby poczuł się urażony i zrezygnował, to oznaczałoby, że wcale nie bierze jej na poważnie, a to byłoby bolesne.
- Mitsuko! - Usłyszała znajomy męski głos. Doskonale wiedziała do kogo należał. Przystanęła. Wspomnienia uderzyły o nią.
Jak dziś pamiętała bazy wymiany martwych shinobi za kasę, gdzie spotykali się łowcy głów. Zbyt często jej ojciec tam przebywał, aby nie wiedziała i nie znała takich lokalizacji. Pewnego razu wybrała się na misję wraz z nim i jego partnerem Hidanem. Ani ona ani Hidan nie mieli zamiaru przebywać w sekretnym miejscu do którego drzwi znajdowały się w kabinie toaletowej. Poczekali na zewnątrz, gdy niespodziewanie rozpoczął się atak. Ujrzeli ją w towarzystwie Akatsuki, od razu uznali za zdrajcę, a do tego za najsłabsze ogniwo. Gdy nie dawali rady zwyrodnialcom postanowili posłużyć się nią jako przynętą, chociaż wątpili, że to przyniesie tak ogromne rezultaty jakby chcieli.
Skatowaną przyparli do muru i powoli wysysali z niej energię życiową. Hidan wpadł we wściekłość. Nie tylko dlatego, że odcięto mu głowę, ale także dlatego, że wyżywano na Mitsuko, która jako jedyna przejęła się jego rzekomą śmiercią na tyle, że wpadła w histerię. Zaatakował Asume. Przysporzył śmiertelnych ran. Mitsuko podążyła za drużyną . Oferowała pomoc i przez wiele miesięcy podtrzymywała Asume przy życiu, a także odbudowywała uszkodzone części ciała. Nie dalej niżeli rok temu pomogła mężczyźnie w dotarciu do Konohy. Cieszyła się, że go ocaliła, lecz jeszcze bardziej, że dziecko Kurenai będzie miało ojca. Nie wiedziała co to oznacza, gdy ojciec wychowuje dziecko. Nigdy nie mogła tego odczuć, tym bardziej wiedziała jak taki brak ciąży i jak wiele znaczy.
Podczas kłótni z największym łowcą głów w świecie shinobi, wykrzyczała prosto w twarz, że żadne pieniądze nie są ważniejsze od rodzica, że żadne pieniądze nie mają na tyle władzy aby załagodzić samotność, a ostatecznie że jeżeli uznał wyższość mamony nad własnym dzieckiem, to jest szczęśliwa, że nigdy nie miała ojca i pragnie, aby ten stan nie uległ zmianie. Dopiero wówczas mężczyzna skruszał i przestał się awanturować o pieniądze, które przeszły mu koło nosa za głowę Saurtobi.
- Witaj Asuma sensei. - Przywitała go promiennym uśmiechem.
- Gdzie tak pędzisz? Słyszałem, że wróciliście do wioski.
- Jestem na spacerze, bo ze starszym bratem trudno wytrzymać, a że mam dwóch to jest jeszcze gorzej. - Ciężko westchnęła.
- To Itachi i Sasuke wrócili już z misji?
- Chwilowo wrócił Itachi, ale sądzę, że niebawem i Sasuke się zjawi.
- Rozumiem. - Odparł z uśmiechem, lecz szybko spoważniał. - Jeszcze nie miałem możliwości, aby się tobie odwdzięczyć za to co zrobiłaś. - Powagę zastąpił przygnębiający smutek. - Ani przeprosić za posłużenie tobą jak żywą przynętą. Sądziłem, że... - Wiedział, że cokolwiek nie powie na swą obronę nie wyjdzie zbyt dobrze. Zaatakował tę, która go ocaliła. Za każdym razem kiedy wspomniał Mitsuko, to płonął ze wstydu, ale jednocześnie odczuwał ogromną wdzięczność.
- Że odeszłam, aby zdradzić wioskę?
- Nie. - Zaprotestował szybko. - Wiedziałem, że odeszłaś aby odnaleźć Sasuke, ale sądziłem, że skoro odeszłaś...
- To nic nie stoi na przeszkodzie, aby zostać zdrajcą, zwłaszcza że przyłączyłam się do Akatsuki?
- Dokładnie.
- Dla Itachiego wstąpiłam do Akatsuki. Pragnęłam mieć go przy sobie. Śledzić. Obserwować. Czuwać... po to aby w razie czego móc na czas interweniować. Nigdy nie byłam zdrajcą.
"Walcz i giń za honor swój
Sercu posłuszny nie wdepniesz w gnój" - Zaśpiewała. - A jak maleństwo? Chłopczyk czy dziewczynka?
- Chłopczyk. - Odparł dumnie unosząc głowę.
- Słyszałam, że każdy mężczyzna marzy o synu, lecz gdy urodzi się córka, to traktuje ją jak księżniczkę.
- I coś w tym musi być.
- A jak Kurenai? Wszystko w porządku?
- Teraz tak... Dzięki tobie.
- Oj nie tylko dzięki mnie. Shikamaru musiał ukrywać naszą znajomość, a także zatuszować twe zniknięcie sensei. Mam nadzieję, że opłacało się i jesteś zarówno dobry dla Kurenai, jak i waszego dziecka. - Powiedziała pół żartem pół serio. - Z pewnością jesteście już po ślubie.
- Nie, jeszcze nie.
- Na co czekasz sensei? Mieć taką kobietę przy sobie i ani myśleć o małżeństwie? Nie to abym gustowała w kobietach, lecz Kunerai to doprawdy bardzo pozytywna babka.
- Jak na damę używasz...
- Bardzo pospolitego języka? Język jest zależny od towarzystwa. Nie uważam senseia za jakiegoś niegodnego ładnych słówek, ale ogólnie to nie jest potrzebne. Chyba możemy porozmawiać bez zbędnej etykiety?
- Oczywiście.
- Zatem? Dlaczego jeszcze nie wzięliście ślubu?
- Czekaliśmy na zakończenie bitwy.
- Rozumiem.
- Widziałaś się już z Kakashim?
- Kakashim-sensei? - Zamyśliła się na moment udając, że zastanawia się kim też może być owy mężczyzna.
- Młoda, nie przeginaj.
- Oczywiście, że się widzieliśmy. Powiedziałabym coś więcej, ale i tak nie uwierzysz sensei.
- Wyznał ci miłość?
- Co? Skąd wiesz? - Zapytała zszokowana.
- Nareszcie. Z tego co wiem to od dwóch lat się za to zabierał.
- I jeszcze się tym chwalił?
- Kurenai o tym mówił. Po moim powrocie powiedziała mi o tym. I zgodnie uznaliśmy, że wybrał odpowiednią kobietę.
- Taa powiedz to lepiej Itachiemu. Nawymyślał go od najróżniejszych.
- Dlaczego?
- W oczach Itachiego jestem małą dziewczynką, a Kakashi dorosłym mężczyzną, który dobiera się do owej małej dziewczynki. - Powiedziała nim ugryzła się w język. Speszona odwróciła wzrok. - Zdecydowanie za dużo mówię.
- Byłoby miło gdybyś jutro przyszła nas odwiedzić. Jeszcze nie widziałaś mego syna, a Kurenai nie wybaczy mi jeżeli dowie się, że rozmawialiśmy, a ciebie nie zaprosiłem.
- SŁUCHAM?! - Krzyknęła tak donośnie, że spłoszyła ptaki z pobliskiego drzewa. - Zapraszasz mnie do swego domu na obiad, sensei?
- Jak najbardziej.
- Jak to powiedział Kakashi? - Zamyśliła się przywołując wspomnienia, gdy wraz z Sasuke, Naruto i Sakurą zaprosili go na obiad, aby zobaczyć jak wygląda bez maski. - "To niezwykłe, zaprosiliście mnie na obiad, nie zdziwiłbym się gdyby śnieg spadł mi na głowę, albo coś."
-Yo, sensei. - Przy rozmawiającej dwójce pojawił się młody chłopak, z włosami spiętymi w kitę. Miał znudzony wyraz twarzy. Taki jak zawsze. W przekutych uszach znajdowały się kolczyki, które dostał kiedyś od swojego nauczyciela.- Hej, Mits. Co słychać? - Rzucił ogólne pytanie. Shikamaru znany był z tego, że wiele czasu przesiadywał u Kurenai i jej syna. Dziś jednak jeszcze go tam nie było. - Wyglądasz na zaskoczoną i niezadowoloną - wytknął po swojemu dziewczynie, a więc bez nutki złośliwości. Po prostu zwyczajne stwierdzenia.
- Zaskoczoną? Raczej nie. Po ostatnich wydarzeniach mało co może mnie zaskoczyć, a do tego co mnie ostatnio zaskoczyło już zdążyłam przywyknąć. - Odparła wymijająco. Jakoś nie czuła ochoty dzielić się z Shikamaru informacją o tym, że Kakashi wyznał jej miłość. Wiedziała, że Shikamaru ma do niej słabość, ale nigdy nie odwzajemniała jego starań. - A niezadowolona jestem nadopiekuńczością starszych braci. I pomyśleć, że kiedyś tego pragnęłam. Chyba musiałam być jakaś potłuczona. - Zaśmiała się krótko. - Natomiast widzę, że ty zbytnio się nie zmieniłeś. A może to tylko pozory?
- Zostawiam was. Mam pełno spraw na głowie. - Powiedział Asuma powoli odchodząc. Niegdyś nie chciał, aby Ino przegrała z Sakurą chociażby w miłości, teraz nie chciał oglądać jak jego kolejny uczeń przegrywa z kretesem i to jeszcze z jego przyjacielem. Nie było to przesądzone, ale wolał nie wtrącać się w takie sprawy. Miał własną rodzinę i to na niej pragnął się skupić. Z resztą i tak by nie pomógł. W kwestii sercowej każdy musi podjąć decyzje indywidualnie.
-Urosłem o kolejne trzy centymetry. - Wzruszył ramionami odpowiadając wymijająco na jej pytanie. - Ale dopięłaś swego, masz teraz rodzinę. Znaczy... zawsze miałaś, w końcu jako twoi przyjaciele zawsze byliśmy jedną wielką rodziną, a ty jej częścią. Teraz masz biologiczne rodzeństwo. - Wyjaśnił swój punkt widzenia - Dokąd idziesz? - Spytał od niechcenia. Nie miał nic do roboty, a poza tym jakoś należało ciągnąć rozmowę.
- Trzy centymetry? To rzeczywiście ogromna zmiana. - Zadrwiła z jego słów. Zawsze była ironiczna, sarkastyczna a do tego cholernie szczera, co nie zawsze spotykało się z aprobatą otoczenia. - Taaak teraz mam rodzinę. Od samego początku wiedzieli, że są moimi braćmi, a mimo to pozwolili mi żyć samotności. Nie mam do nich żalu. To co działo się w klanie... - Ciężko westchnęła. - Nie wiem czy lepiej było być samotną, czy dołączyć do grona ofiar Itachiego... sądzę, że i on tego nie chciał. Dlatego tak zadecydował. Z resztą... prędzej czy później odkryłabym prawdę, a gdyby oni obydwaj zginęli, to jedynie ja mogłabym odbudować klan, będąc samotną ale bezpieczną... A gdzie idę? Nie wiem. Postanowiłam pospacerować bez konkretnego celu. - Wzruszyła ramionami. - A ty dokąd zmierzasz?
-Miałem zamiar spotkać się ze starą drużyną. Może byś dołączyła? Z pewnością normalniejsze towarzystwo od zaborczych braci.. chociaż, nie.. chwila... to równie nienormalni ludzie. - Stwierdził po chwili namysłu drapiąc się w brodę.
- A ktokolwiek jest normalny? Chyba nie ma takich osób... Powiedz mi, czy twój przyjaciel nadal ma obsesje na punkcie słowa "grubas" i tym podobnych synonimów? 
-Tak, to raczej się nie zmieni, choć zaczął dawać przyjaciołom jedną szansę na poprawienie się... zawsze jakiś postęp zanim wielka kula zaczyna się na ciebie toczyć z próbą zmiażdżenia. Ewentualnie można mu przed nosem pomachać paczką chipsów żeby się zatrzymał. Ten sposób też działa. 
- Zawsze to jakaś alternatywa. Chętnie bym z tobą poszła, ale skoro byliście umówieni, to nie powinnam pchać się bez zaproszenia. Będzie jeszcze okazja, abyśmy się wszyscy razem spotkali i miło spędzili czas... A właśnie, skoro już mowa o dawnych drużynach, to wiesz może co dzieje się z Naruto i Sakurą?
-To nie spotkanie zamknięte, nikt nie będzie miał nic przeciwko temu, że przyjdziesz. - Odwrócił głowę spoglądając w kierunku z którego przyszedł. - Sakura powinna być w szpitalu. Naruto u siebie, pewnie śpi. A jak ich nie znajdziesz to pewnie razem siedzą i jedzą ramen przy tym samym stoisku co zawsze. Pewnie ze zniecierpliwieniem oczekują powrotu Sasuke z misji. Uzumaki świrował, gdy ten opuszczał miasto. Trzeba było go związać bo twierdził, że twój brat znowu chce uciec. Zachowuje się tak jakby był w nim zakochany... - Prychnął.
- Kto wie? Może i coś między nimi jest? Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że nie pamiętasz kto skradł pierwszy pocałunek Sasuke, co? - Zażartowała. Doskonale pamiętała sytuacje, gdzie Naruto i Sasuke pocałowali się, co prawda nie dążyli do tego, ale tak wyszło. Później tłum dziewczyn chciał oskalpować Uzumakiego za to, że jako pierwszy pocałował młodego Uchihe. Do tej pory Mitsuko miała pretekst, aby drwić z Sasuke.
- Może i pamiętam, a może nie. - Podszedł bliżej z zagadkowym wyrazem twarzy. - Za to doskonale pamiętam kto skradł twój pierwszy pocałunek. - Schylił się lekko nad dziewczyną. - Jeśli chcesz, odświeżę ci pamięć - wyciągnął dłoń z zamiarem złapania Mitsuko za podbródek i pocałowania jej.
Stanęła jak wmurowana. Nie zaprotestowała. Nie potwierdziła. Była w zbyt wielkim szoku. Nie spodziewała się takiego obrotu spraw. Zwłaszcza, że ta rozmowa dotyczyła Naruto. "Każdy chce ze mną spać i mnie całować? Świat oszalał!" pomyślała.
Nie słysząc słowa protestu ze strony dziewczyny, nie miał zamiaru się powstrzymywać i zrobił to na co miał od dawna już ochotę nie przejmując się konsekwencjami. Prawdopodobnie go walnie i zwyzywa tak samo jak za pierwszym razem. Jednak gra była warta świeczki. Shikamaru wykorzystał element zaskoczenia i złożył na ustach młodej kunoichi namiętny pocałunek.
Trwali w pocałunku. Shikamaru tonąc w namiętności, a Mitsuko dębiejąc z zaskoczenia. Z każdą sekundą miała coraz szerzej otwarte oczy, aż w pewnym momencie omal nie wypadły jej z oczodołów.
- OSZALAŁEŚ?! - Krzyknęła oburzona odpychając od siebie młodego mężczyznę. - Dlaczego to zrobiłeś? Co za ki diabeł podsunął tobie tak szatański plan?! - Mówiła oburzona.
-A dlaczego ludzie się całują? - Odpowiedział pytaniem na pytanie krzyżując ręce na piersiach. Krzyki dziewczyny dość nieźle dawały mu się w kość. Miał wrażenie, że ogłuchnie a mimo to wciąż trwał obok.
- Bo znudzili się własnym DNA i pragną cudzego? - Odparła pierwszą lepszą odpowiedź jaka przyszła jej na myśl. Miała tylko nadzieję, że Kakashi tego nie widział, ani Pakkun który od razu doniósłby o tym swemu panu. Skarciła się w myślach. Przecież z nikim nie była związana. Mogła robić co chciała. Kakashiemu dała szanse się wykazać, a mimo to czuła, ze dopóki nie podejmie odpowiedniej decyzji co do senseia, nie powinna spoufalać się z innymi.
- Blisko, a nazywając rzecz po imieniu? - na jego twarzy pojawił się lisi uśmieszek. - chyba nie chcesz powiedzieć, że boisz się zwykłego pocałunku? Przecież nie gryzę.
- No nie wiem. Po tym jak uznałeś mnie za zdrajcę i przykułeś do ściany cieniami, wszystkiego mogę się po tobie spodziewać. - Przywołała wspomnienia podczas starcia drużyny Asumy z Akatsuki. Doskonale pamiętała te chwile. Z resztą chyba nikt nie zdołał o tym zapomnieć, gdzie potencjalny wróg okazał się godnym zaufania sprzymierzeńcem. - Nikt nie da mi gwarancji, że podczas... - Zamilkła na moment usiłując użyć tego słowa. - Pocałunku twe cienie nie błądziły po mym wnętrzu dając tobie cielesne uniesienia. - Poklepała Shikamaru po twarzy. Każde kolejne pacnięcie okazało się bardziej przeszywające. Niewiele potrzeba było, aby wyprowadziła siarczysty policzek. - A dokładniejszy opis przekazywania cudzego DNA formą pocałunku, może brzmieć następująco... Plucie z gęby do gęby przez czyjeś zęby. Jesteś na tyle inteligentny, że powinieneś to zrozumieć. 
- Muszę w takim razie przekazać Hatake - pomasował się po zaróżowionym policzku - jak bardzo negatywnie jesteś nastawiona do całowania - powiedział zazdrośnie. I on słyszał, że Kakashi chce wyznać miłość stojącej przed nim ninja- dobrze wiesz jaka wtedy była sytuacja. Mogło się okazać, że ciebie również pochłonęła chęć zemsty i nie było w tobie już dawnej Mitsuko, którą wszyscy znali. Miałaś szczęście, że to ja ciebie unieruchomiłem. Moje metody i tak są delikatne w porównaniu do niektórych. Odeszłaś z wioski nie mówiąc nikomu co planujesz. Twoi bracia nie raz nas zaatakowali, a ty do nich dołączyłaś. Powinnaś była być świadoma, że jako banitę spotka cię takie a nie inne powitanie. 
- Miałam taką świadomość. Wiedziałam, że podpisuje na siebie wyrok w chwili wyruszenia z wioski. Nie miałam niczego cennego. Mogłam ryzykować jak tylko chciałam. Taka właśnie jest cena samotności. Łatwiej było mi odejść i wyruszyć za Sasuke. I możesz wierzyć albo i nie, ale nigdy ani przez moment nie żałowałam swej decyzji. - Powiedziała zgodnie z prawdą. - Po prostu raczej w trakcie naszego starcia nie uwierzyłbyś, że zamiast mnie zaatakować po prostu mnie pocałujesz. A może wtedy tego chciałeś, ale nie potrafiłeś się przełamać? W sumie nic dziwnego. Akatsuki tacy są, że trzeba walczyć... albo umrzeć bez walki. Swoją drogą chcesz powiedzieć, że okazałeś mi miłosierdzie podczas naszego starcia? - Roześmiała się drwiąco. - Wiedziałam, że boli ciebie konkurencja z Kakashim, ale nie sądziłam, że doprowadzi do zazdrości.
-Yare, yare... jak zwykle tryskasz jadem. Ledwo wróciłaś do wioski, a już dręczysz nie tylko obcych ale i przyjaciół. Zero radości. Powiedz szczerze. Naprawdę chciałaś tu wrócić, czy zrobiłaś to tylko dlatego żeby utrzeć nosa radzie, aby zmusić ich by przyjęli twoich braci z powrotem? - spytał prosto z mostu. W końcu i tak to pytanie kiedyś paść musiało. To była tylko kwestia czasu kiedy to się stanie.
- Tryskam jadem? Nie sądzę. Po prostu stwierdzam to co widzę. W przeciwieństwie do ciebie bez problemu odpowiem na pytanie. Naprawdę chciałam tutaj wrócić, ale powrót do Konohy nigdy nie był priorytetem w mym życiu. Priorytetem byli bracia i ich bezpieczeństwo, a skoro to osiągnęłam, to nic nie stało na przeszkodzie, abyśmy wrócili do swych korzeń i powoli zaczęli rozbudowywać klan. Chcesz się przyłączyć?
- Czemu mam odpowiadać? Niezależnie od tego co powiem i tak mnie wyśmiejesz. Nigdy nie uznawałaś autorytetów. Wszystkich traktujesz jak swoich podwładnych, ojou-sama. Pójdę, zanim twój blask spali mnie żywcem - machnął ręką i odszedł w swoją stronę. - napawaj się "wygraną", ale miej świadomość że po prostu w tej rozmowie musiał znaleźć się ktoś mądrzejszy. I ta osoba nie musi mieć ostatniego słowa w tej rozmowie.
"Wybacz, tak będzie najlepiej" pomyślała odwracając wzrok od przyjaciela. Nie chciała odprowadzać go wzrokiem. Nie chciała aby dostrzegł, że za nim patrzy. Musiała być bezczelna i konsekwentna. Od zawsze wiedziała, że Shikamaru nie jest tym z kim mogłaby być, a przelotny romans jej nie interesował. Zbyt wiele w życiu straciła, aby pozwolić sobie na kolejną utratę. Z resztą nie kochała go tak jakby tego chciał. Mieli wspólne sprawy. Wspomnienia. Spotkania. Rozmowy. Tematy... ale to nie wystarczyło. Nie mogłaby codziennie budzić się u boku mężczyzny, którego kłamałaby w żywe oczy wyznając fałszywą miłość. Przyjdzie czas w którym to wszystko wyjawi Shikamaru, ale jeszcze nie teraz. Lepiej zranić niżeli karmić takimi słowami, gdzie z całą pewnością młody mężczyzna znowu usiłowałby ją w sobie rozkochać.
Ale sprawy miłości nie mogą przysłonić reszty świata.
Była na spacerze i postanowiła ten czas spędzić najlepiej jak to tylko możliwe. Potrzebowała dobrego informatora, który powie jej o tym co nowego dzieje się w wiosce. Z pewnością podczas jej nieobecności wiele spraw uległo zmianie, a pragnęła być ze wszystkim na bieżąco...

3 komentarze:

  1. Ja byłam , jestem i bede :P Blog masz fajny ale sie troche naczekałam na ten rozdział , oby na nastepny nie czekałam tyle :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, dzięki za słowa uznania :) ale właściwie to poprawnie byłoby "macie fajnego bloga" autorki są dwie :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Witam po, mam nadzieję, udanych wakacjach oraz życzę bogatego w wenę roku szkolnego. Przyznaję że podczas tej przerwy zwatpiłam w przyszłość waszego bloga, dla tego bardzo się cieszę widząc nowy wpis. Co do notki...oczywiście czyta się ją przyjemnie i dość szybko. Nie zauważyłam błędów a same zdania były spójne i logiczne. Dialogi i przemyślenia postaci są bardzo klarowne, przez co sytuacja wydaje się uniemożliwie prosta. W sumie to prócz tego nie widzę nic do czego mogłabym się ,,przyczepić". Mimo iż w rozdziale nie było dużo akcji, nie przywiązuje do tego większej uwagi, bo to dopiero początek bloga. Niecierpliwie czekam na następny wpis...Olcia
    Ps: przepraszam za podpis na końcu wpisu, telefony to złośliwe stworzenia.

    OdpowiedzUsuń